Reviews



05/07/2006

Soulgrinder - GONDOLIN 6/10

http://www.gondolin.aplus.pl
mark 6 / 10
author Strati

Ta nowa Anthenora to podobno całkiem niezła rzecz. Podobno fajny klasyczny heavy metal, czerpiący trochę z Iron Maiden, trochę z Niemiec. Co po niektórzy słyszą tam nawet amerykańskie wpływy thrashującego poweru. Nade wszystko zaś nie słyszą że zespól pochodzi z Italii.
Przyznam szczerze że ja też nie. Kiedy Anthenora wydawała w 2004 roku swój pełnoprawny longplay "The Last Command" fani heavy metalu otworzyli trochę szerzej oczy na Włochy, wszak zespół w niczym nie przypominał przeżywających wtedy swoją popularność w tym kraju powerowych patatajków. Faktycznie całkiem fajny był to krążek.

Druga płytka też brzmi jakby to nie Italia na świat wydała Anthenorę. Mało, od motywów rodem z Iron Maiden również trochę odchodzi. Być może stara się wypracować własny styl, skutkiem czego otrzymujemy średniej próby heavy metal, na klasycznych patentach, ale zagrany współcześnie. Żadnego słodzenia, surowizna, średnie tempa i szczypta agresji. Na patos, chwytliwe melodie nie ma co specjalnie liczyć. To co piszę, brzmi pewnie całkiem nieźle, tym czasem muzycznie specjalne wszystko kupy się nie trzyma. Drażni mnie chaotyczność kompozycji, drażni dziwny, modny ostatnio patent konstruowania kawałków na zasadzie szarpanego, rzadkiego riffowania w zwrotkach i melodyjnych refrenów. Drażni mnie nijakość tego krążka. Ani dupy nie kopie, ani za serce nie chwyta. Co z tego, że panowie starają się grać technicznie, wokalista Luigi Bonansea wydusza z siebie sześćset sześćdziesiąte szóste poty agresji, kiedy energia i moc to ostatnie słowa jakie mi przychodzą na myśl kiedy słucham "Soulgrinder"? Niejednokrotnie mam wrażenie że linia melodyczna gitar sobie, wokal sobie, a perkusista to chyba pijany jest ;) Całe szczęście "Soulgrinder" ma też kilka jasnych punktów, inaczej miałabym wyrzuty sumienia, że poświęciłam tyle czasu (tak, tak, znam już ją prawie na pamięć) na płytę która w ogóle do mnie nie trafia. Należą do nich intro..., następujący po nim klasyczny, wręcz brytyjski "Dawn of Blood", nawet ciekawy "Dream Catcher", o dziwo wpadający w ucho numer "Cassandra" i maidenowski "Fatherland".

Mimo to, nie mogę pojąć jak goście o naprawdę niezłych umiejętnościach muzycznych nagrywają taki nieposkładany i przeciętny album.
A teraz (uwaga " będzie kompozycja klamrowa ;)) nawiązując do tego co napisałam na wstępie: album niektórym się podoba. Podobno niezłe heavy Anthenora gra na nowym krążku. Może? Sami sprawdźcie. Jedno za co ręczę, to fakt, że panowie z Anthenory ucieszą się z kolejnej sprzedanej płytki.

[back]
[top]
Player [pop out]
loading...